Off Festival 2014: Pierwsi wykonawcy

Poznaliśmy nazwy pierwszych sześciu zespołów, które zagrają podczas Off Festival 2014 w dniach 1-3 sierpnia w Katowicach. Są to Neutral Milk Hotel, Glenn Branca, Holden, Oranssi Pazuzu, Fuck Buttons, Perfume Genius.

NEUTRAL MILK HOTEL

Jedną z najważniejszych scen w historii amerykańskiego indie-rocka był kolektyw The Elephant 6. Najważniejszą płytą jaką zrodziła wyobraźnia tych muzyków było zaś „In the Aeroplane Over the Sea” grupy Neutral Milk Hotel. Kultowy już dziś album wciąż gwarantuje tony emocji, łącząc folkowe melodie z brzmieniem spod znaku lo-fi. Rozedrgany głos Jeffa Manguma opowiada historie, w których nawiązuje między innymi do tragicznych losów Anny Frank. Niepowtarzalny rezultat zachwycił nie tylko dziennikarzy serwisu Pitchfork (4. miejsce w rankingu najlepszych płyt lat 90.), lecz także muzyków Arcade Fire i The Decemberists, w których twórczości pobrzmiewają wyraźne echa pomysłów tej wspaniałej grupy.

PERFUME GENIUS

W swojej kameralnej twórczości Mike Hadreas ukazuje się jako utalentowany spadkobierca Xiu Xiu i Anthony & The Johnsons. Cechuje go nie tylko podobna wrażliwość, ale także dobór postaci, których portrety kreśli na swoich płytach. Perfume Genius śpiewa o złamanych nadwrażliwcach, ofiarach przemocy, przyszłych samobójcach pielęgnujących swe traumy. Muzyka towarzysząca tym niełatwym historiom jest ujmująco oszczędna i niepokojąco przyjazna. Liryczne frazy pianina, delikatne pacnięcia w perkusję, subtelne chórki i ten głos – szczery, kruchy i przepełniony emocjami. Drzemie w nim jednak odwaga, która każe mu nie unikać trudnych tematów i zaskakujących perspektyw. YouTube usunął jeden z jego klipów, wywołując burzę w środowisku artystycznym. Na OFF Festivalu będzie mógł być sobą. Prawdę mówiąc, na to właśnie liczymy.

GLENN BRANCA

W nowojorskiej mitologii bóg hałasu i patron obezwładniającego przesteru. Poza tym jedna z najważniejszych postaci sceny no wave. Gdy jego zespół (Theoretical Girls) nie spotkał się z należnym mu odzewem, rozpoczął karierę solową. Od tego czasu nagrywa ogłuszające, choć przecież precyzyjnie skomponowane, symfonie gitarowe. Słychać w nich wpływy zarówno Steve’a Reicha, jak i The Velvet Underground. W grupie Branki swoją przygodę z muzyką rozpoczynali gitarzyści Swans i Helmet. Granie pod jego okiem było tak prestiżową sprawą, że pewna znajoma potrafiła chodzić za nim miesiącami, by tylko przyjął do zespołu jej chłopaka. Udało się i chyba dobrze, bo ona nazywała się Kim Gordon, a on – Thurston Moore. Dalszą historię znacie.

Ważna informacja – Glenn Branca będzie kuratorem jednego dnia na Scenie Eksperymentalnej! Więcej szczegółów już niebawem.

HOLDEN

Nie było go tak długo, że w zasadzie nikt już na niego nie czekał. A on wrócił i pokazał innym miejsce w szeregu. „The Inheritors” – jego pierwszy album od siedmiu lat zebrał świetne recenzje i został wybrany najlepszą płytą 2013 roku przez specjalizujący się w elektronice portal Resident Advisor. Trudno się dziwić, skoro Brytyjczyk przez ponad 70 minut błyszczy erudycją. Holden przywraca pamięć o analogowych syntezatorach KLF, kosmicznych podróżach Cluster i ezoteryce brytyjskiej psychodelii sprzed półwiecza. Nie boi się również tanecznych form, o czym zaświadczy ekstatyczna, house’owa „Renata”. Ten lekko zapomniany dziesięcioboista w ubiegłym roku wygrywał w każdej możliwej dyscyplinie.

FUCK BUTTONS

Jeśli ktoś potrzebuje kolejnych powrotów Massive Attack czy Portishead, to na pewno nie Bristol. Kolebka trip-hopu ma już nową gwiazdę, która świeci jak supernowa. Andrew Hung i Benjamin Power zaczęli od inspiracji Aphex Twin i Mogwai, by kilka lat później zagrać pierwsze skrzypce na największej masowej imprezie roku. Nie chodzi o żaden festiwal muzyczny, ale o inaugurację Igrzysk Olimpijskich, podczas której widzowie na całym świecie usłyszeli potężne „Olimpians”. Po takim sukcesie Fuck Buttons bynajmniej nie złagodnieli. Ich najnowsza płyta „Slow Focus” roztacza apokaliptyczne wizje przy akompaniamencie potężnych bitów i armii syntezatorów. Taką muzykę nagrywałby Giorgio Moroder, gdyby urodził się w upadającym Detroit.

ORANSSI PAZUZU

Istnieje teoria, zgodnie z którą wszystkie najlepsze zespoły rockowe mają mieć w nazwie jakiś kolor. Wiecie: Black Sabbath, Pink Floyd, Deep Purple… Czas dodać do tej listy Oranssi Pazuzu (pierwsze słowo to „pomarańczowy”, drugie oznacza groźnego demona z mitologii babilońskiej), choć akurat ten zespół nigdy nie osiągnie statusu wyżej wymienionych. Nie z tą muzyką. Nazywani czasem blackmetalowym Hawkwind, a innym razem wynalazcami kraut-death metalu, Finowie w sobie tylko znany sposób łączą wolność i trans psychodelicznego rocka lat 70. z bezkompromisowością oraz brzmieniami charakterystycznymi dla całkiem współczesnego black metalu. Trzeci album Oranssi Pazuzu, zatytułowany „Velonielu”, to jedna z najlepszych płyt z muzyką ekstremalną minionego roku. Wydana została przez Svart Records – warto zwrócić uwagę również na inne pozycje z katalogu tej wytwórni. Takiej Finlandii nie znaliście…